Iwona czyta

Kocham czytać, uwielbiam odwiedzać księgarnie i biblioteki, zawsze podglądam okładkę książki czytanej przez kogoś w miejscu publicznym. Jestem książkowym molem. Od kilku lat obiecuję sobie, że zacznę prowadzić statystyki przeczytanych książek.

Stąd pomysł na bloga, na swoisty pamiętnik przeczytanych książek.....

Zapraszam więc do mnie:)

piątek, 10 lipca 2015

Co się zdarzyło w Hotelu Gold

To moje pierwsze spotkanie z piórem Grzegorza Kozery. Pierwsze ale zapewne nie ostatnie, choć podobno nie zaczyna się przygody z Jego literaturą od tego tytułu.
Antoni Topola - bohater powieści - na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorny, trochę wręcz ciapowaty. Ponad cztredziestoletni pracownik Instytutu Historii, Antropologii i Etnografii, zainteresowany żydowską historią, czekający na rozwiązanie nieudanego małżeństwa, wiedzie monotonne życie naukowca mającego problemy ze zrobieniem habilitacji. Pewnego dnia otrzymuje propozycję wyjazdu na kongres naukowy do Wiednia w zastępstwie za chorego profesora. Początkowo odmawia, niepewny swoich umiejętności, niedowartościowany, pełen wątpliwości. Wreszcie przekonany wyrusza w podróż i nie ma pojęcia, że ten kongres, Wiedeń i splot mniej lub bardziej szczęśliwych wydarzeń diametralnie odmienią jego życie. Międzynrodowy skandal jaki wywoła poprzez wystąpienie na Kongresie, zbrodnia w hotelu, skradziony rysunek Sceliego, zmiana miejsca pracy i zamieszkania, wreszcie niespodziewane uczucie - to wszystko przewróci spokojne życie bohatera do góry nogami.
"Co się zdarzyło w Hotelu Gold to bardzo współczesny kryminał zabarwiony miłosnym wątkiem, ale to przede wszystkim powieść zaskakująca do ostatniej strony. Autor ukazuje pogmatwane losy człowieka, który, wydawać by się mogło, nie ma już perspektyw na zmianę swojej rzeczywistości. Jego losy nie nudzą jednak tylko dają nadzieję. A wszystko napisane pięknym literackim językiem, okraszone historycznymi faktami i zabarwione nutką ironii i dystansu do siebie. Nawet imię i nazwisko głównego bohatera cichutko chichocze z niego samego...
Podoba mi jeszcze coś w tej literaturze. Zawsze lubiłam książki, z których, jak mawiałam w dzieciństwie "można się coś dowiedzieć". Grzegorz Kozera funduje nam lekturę niby lekką, do przeczytania "na raz", jednak bardzo wzbogaconą faktami historycznymi, Bohaterowie prowadzą mądre dysputy, wygłaszają wykłady na temat migracji Żydów na przełomie XIX i XX wieku a Antoni Topola interesuje się sztuką. A wszystko poparte źródłami i odniesieniem do konkretnych publikacji.
Polecam więc naprawdę kawałek dobrej literatury, wydanej zresztą przez wydawnictwo Dobra Literatura.

"Co się zdarzyło w Hotelu Gold" Grzegorz Kozera
Wydawnictwo Dobra Literatura 
Słupsk 2014
s. 252

czwartek, 4 czerwca 2015

Cztery pory roku Heleny Horn

Helena Horn jest aktorką w znanym warszawskim teatrze. Po smierci ukochanego męża podejmuje decyzję odejścia z teatru i wraz z przyjaciółką Henryką, postanawia odpocząć od kariery i osiąść w rodzinnej posiadłości w Milanówku. Sąsiadem Heleny jest starszy pan, doktor Tomasz Zewer - nieustający wielbiciel ciągle pięknej sąsiadki.
Ta książka to snująca się przez cztery roku opowieść o miłości, ale nie o tej cukierkowej, bez problemów. To opowieść o uczuciach skomplikowanych, niejednokrotnie na własne życzenie zainteresowanych. 
W ciągu całego roku w życiu Heleny pojawiają się różne, często nieznajome osoby, które zaburzają jej spokój. Córka, dla której nie była idealną matką, była żona Tomasza, spotkana przypadkowo bezdomna - koleżanka ze szkolnych lat, wreszcie Mira, nizenajoma, która swoim "byciem" i opowieścią zaburza idealny obraz ukochanego męża, Jaromira i któa zakochuje się w starszym panu. A Tomasz? Jak małe dziecko... Ciągle broni się przed wyznaniem miłości Helenie, która jej zdaje się nie zauważać.
Jedyny bohater obdarzony szczęśliwym i zdrowym uczuciem to ukochany ponad wszystko wnuk Bruno, który niestety wyjeżdża z rodzicami do Francji. 
Cztery pory roku osadzone w pieknej scenerii ogrodu w Milanówku, uzmysławiają bezlitosny upływ czasu i "marnowanie" go na dąsy, nieporozumienia, niedomówienia, na zamknięcie się przed szczęściem i budującym uczuciem. Czy książka zakończy się stwierdzeniem "żyli długo i szczęśliwie"? Czy bohaterowie poukładają swoje sprawy na tyle, by uporządkować życie i dostąpić jeszcze harmonii i miłości.
Zafascynował mnie styl pisarski Wandy Majer-Pietraszak, taki jakby tchnący myszką, z odrobiną nostalgii i zadumania. Nie całkiem łatwy i prosty jak zwykłe opowieści o miłościach, nieprzewidywalny i zaskakujący.

"Cztery pory roku Heleny Horn" Wanda Majer-Pietraszak
Wydawnictwo Novae Res
Gdynia 2014
s. 288.
Lektor

Piętnastoletni Michael zakochuje się w starszej od siebie kobiecie, którą poznaje w niezbyt przyjemnych okolicznościach- chwilowej niedyspozycji na ulicy - która ostatecznie okazuje się początkiem dość poważnej choroby. Chłopak, po wyzdrowieniu, na prośbę matki, odwiedza kobietę z kwiatami - podziękowaniem za pomoc. I zakochuje się bez pamięci. Ich romans to mieszanka namiętności połączona z nietypową czynnością. Hanna jest na tyle odpowiedzialna, ze motywuje "chłopczyka", jak nazywa Michaela, do nauki i ukończenia szkoły. Młody kochanek zaczyna jej czytać na głos, początkowo lektury szkolne, później inne książki. Każda spędzona chwila to rytuał - miłość i czytanie. Pewnego dnia kobieta znika bez słowa wyjaśnienia. Michael zaczyna studia na wydziale prawa, jest ambitnym młodym człowiekiem. Zakłada rodzinę. Wydawać by się mogło, że zapomina o przygodzie z młodzieńczych lat... Aż do momentu, kiedy spotyka Hannę na sali sądowej, jako oskarżoną. Oskarżoną o okrutną hitlerowską zbrodnię. I wreszcie dociera do niego, że jego miłość to analfabetka i że ta ułomność "popycha" ją do popełnienia zbrodni, bo przyznanie się do braku umiejętności czytania jest dla niej bardziej wstydliwe niż zejście na drogę zła. Hanna dostaje się do więzienia, Michael  próbuje pomóc kobiecie w więzieniu i po wyjściu na wolność. Czy znów odżyje uczucie?   Czy da się zapomnieć i normalnie żyć?
Książkę czyta się bardzo emocjonalnie. Dla mnie była najpierw przepełniona rozczarowaniem i złościa, później zdziwieniem bym na końcu zrozumieć, że jest bardzo wartościowa i uzmysławia jak łatwo można oceniać po pozorach. 
Polecam tę trudną lekturę. Warto.

"Lektor" Bernard Schlink
Wydawnictwo MUZA S.A.
Warszawa 2009
s.166.

niedziela, 24 maja 2015

Skąd się biorą dorośli

O tym, że wytłumaczenie wielu naszych zachowań ma swoje źródło w dzieciństwie wiadomo nie od dziś. Warto jednak sięgnąć po książkę Małgorzaty Liszyk-Kozłowskiej i Tomasza Kosiorka, by zrozumieć pewne mechanizmy.
Jak dzieciństwo wpływa na nasze dorosłe życie, dlaczego w pewnych sytuacjach reagujemy w taki a nie inny sposób, co robić, by nie powielać błędów swoich rodziców? - na te i wiele innych pytań szukajcie odpowiedzi w książce "Skąd się biorą dorośli".
Dwanaście rozdziałów świetnie napisanego i przejrzyście skonstruowanego poradnika psychologicznego. Każdy rozdział zaczynają przykłady wzięte z życia, opowiadane przez konkretne osoby, następnie w rozdziałąch autorzy ustosunkowują się do tematu prowadząc rozmowę. Niech nie zmyli was fakt, że to książka psychologiczna, trudna i przeznaczona wyłącznie dla wybranego czytelnika. Nic bardziej mylnego. "Skąd się biorą dorośli" to wywiad pisany prostym i dostępnym językiem, poparty wieloma ciekawymi przykładami. W niczym nie przypomina trudnej książki psychologicznej. Fajnym pomysłem jest wyróżnienie w małych ramkach mądrych zdań, które mogą w róznych sytuacjach posłużyć za cytaty.
Polecam wszystkim, by zrozumieć pewne zachowania, "rozliczyć" się ze stereotypami a przede wszystkim nie powielać tych samych błędów i by wreszcie nasze dzieci nie musiały powiedzieć "Dlaczego, u licha, nasi rodzice o tym nie wiedzieli?."

"Skąd się biorą dorośli" Małgorzata Liszyk-Kozłowska, Tomasz Kosiorek
Wydawnictwo Burda Publishing  Polska
Warszawa 2013
s. 303

piątek, 15 maja 2015

Wyspa na prerii

Któż nie zna Wojciecha Cejrowskiego? Tego antropologa, badacza plemion pierwotnych i autora filmów dokumentalnych, dość kontrowersyjnego w swoich poglądach, można uwielbiać albo nienawidzić. Chociaż czasami wkurza mnie swoimi przekonaniami zahaczajacymi o najwyższe partie zarozumialstwa, należę do tych pierwszych - uwielbiam słuchać opowieści o krajach, które odwiedza i czytać fantastycznie napisane przez niego książki.
"Wyspa na Prerii" to kolejna z propozycji WC, która mnie zachwyciła i wessała do reszty... 
Autor jest właścicielem domku na prerii, który "najpierw dostał w prezencie, potem wygrał w karty i ostatecznie kupił". To jego oaza spokoju i nicnierobienia.
Z charakterystycznym dla siebie humorem opisuje życie w Arizonie. Zachłystuje się wolnością przypisaną Ameryce, prostolijnością żyjących w niej mieszkańców, ich sposobem na swobodną i nieskrępowaną konwenansami egzystencję, gościnnością i umiejętnością cieszenia się z drobiazgów składajacych się na codzienność. bardzo plastycznie przedstawia piękno i dzikość nieskażonej przyrody Arizony z całym bogactwem czynników dobrych i złych. Opisuje swoją adaptację w środowisku, swoje błędy i polską mentalność, która wypada bardzo śmiesznie na tle mentalności autochtonów: święta na prerii, zakup choinki, wielkie pranie, które po wyschnięciu zyskuje jednolicie kolor rudoczerwony, zamykanie samochodu podczas każdorazowego wchodzenia do sklepu. I, opisując zabawne sytuacje, jakie przytrafiają mu się w tym dalekim kraju, jednocześnie ośmiesza nasze przyzwyczajenia, przesądy i przesadne przejmowanie się byle czym.
Ta książka to lekarstwo na smutki, ale jednocześnie kieliszek goryczy, gdy czyta się o polskich przywarach, gdy uświadamia jak funkcjonuje nasze prawo i jak ubodzy jesteśmy biorąc życie zbyt dosłownie i poważnie. Podczas lektury śmiejesz się i smucisz naprzemiennie. 
Książka wydana w bardzo eleganckim stylu. Twarda okładka z zamieszczonymi na wewnętrznych stronach mapami, dobry jakościowo papier, fantastyczne zdjęcia przyrody i życia codziennego w Arizonie to wszystko, wraz ze świetną treścią, składa się na ekskluzywne przeżycie literackie. Jedyny mankament, jak dla mnie, to przypisy pisane bardzo drobną czcionką, które w połączeniu z kremowym odcieniem kartek ciut utrudnia czytanie, zwłaszcza wieczorem, przy nocnej lampce. Ale to  jest do wybaczenia, zwłaszcza panu WC
Polecam i czekam na kolejne książki.

"Wyspa na prerii" Wojciech Cejrowski
Wydawnictwo ZYSK I S-KA
Poznań 2014
s. 295

piątek, 8 maja 2015

Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna

Zachęcana pozytywymi recenzjami, w których o tej serii wypowiadano się w samych superlatywach, wreszcie i ja po nią sięgęłam. I przeczytałam do koca, ale bez większego entuzjazmu.
Zuzanna jest jedną z sióstr Skotnickich. Szefowa w jakiejś dużej firmie farmaceutycznej, osoba niezbyt lubiana przez pracowników, zimna i oschła w kontaktach z nimi, bezkompromisowa w działaniach, uparcie dążąca do celu. Mąż jej siostry Zofii organizuje imprezę integracyjną dla swoich pracowników - wyjazd do Chorwacji. Ponieważ w tym pięknym kraju mieszka trzecia ze wspomnianych sióstr, dziewczyny postanawiają się spotkać. W grupie pracowników jest była wielka miłość Zuzanny - Robert. 
Czy Zuzanna i Robert odnajdą się na nowo? Jakie tajemnice kryją przed sobą siostry? 
Ta książka jest do bólu przewidywalna: czytasz i wiesz co będzie dalej. Napisana bardzo prosto, czyta się ją szybko i lekko. Coś w stylu popularnej niegdyś serii Harlekin. Ot, cukierkowa opowieść o miłości z banalnym zakończeniem i metamorfozą bohaterki, którą miłość odmienia pozytywnie. 
Jedyne plusy opowieści  to fakt, że jest osadzona w pięknej scenerii dalmackich krajobrazów i na każdym kroku pachnie lawendą, od okładki, tytuł po treść.
Na półce leży druga część, ale chyba nie mam ochoty na sięgnięcie po nią. Wyrosłam już z takich opowieści.

"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna. Tom I" Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo Novae Res
Gdynia 2014
s. 228

niedziela, 3 maja 2015

Malowanki na szkle

Do niedawna nie przepadałam za tzw. polską literaturą kobiecą. Nie kojarzyła mi się zbyt ambitnie. Ostatnio jednak coraz częściej zaczynam zmieniać zdanie. Między innymi właśnie za sprawą Beaty Gołembiowskiej i jej fantastycznych, osadzonych w góralskim folklorze "Malowanek na szkle". Pania Beatę miałam okazję "poznać", co prawda wirtualnie, podczas fejsbukowej rozmowy, ale już sama rozmowa okazała się preludium do świetnej lektury.
"Malowanki na szkle" to opowieść o czterech kobietach. Jola, dobiegajaca pięćdziesiątki miłośniczka pająków i profesor arachnologii, mieszka ze zgorzkniałą matką, która nie okazuje córce miłości, tylko wiecznie zrzędzi i narzeka. Michalina żyjąca wspomnieniami, całą miłość przelewa na sukę - Simę i, w obawie przed jeszcze większą samotnością, robi wszystko, by córka nigdy z nikim się nie związała. A Jola zaczyna marzyć o rodzinie i prawdziwej miłości. Podczas wypadu w Tatry poznaje Andrzeja, przystojnego i utalentowanego malarza. Po śmierci mamy postanawia zmienić swoje życie i związać się z góralem. Wyjeżdża do Murzasichla zabierając ze sobą przyjaciółkę. Wanda, na pozór spełniona mężatka i matka dwójki dzieci, wyjawia Joli, jak bardzo jest nieszczęśliwa w swoim związku. Pobyt w górach ma jej pomóc nabrać dystansu i odpocząć. Nieszczęśliwy wypadek podczas górskiej wędrówki zmienia  w jej życiu wszystko. Na drodze Joli i Wandy staje Helena - charyzmatyczna góralka, matka Andrzeja, do której lgną wszyscy, którzy ją poznają. Helena wraz z malowankami na szkle w rzeźbionej skrzyni skrywa głęboką tajemnicę. Cztery kobiety, cztery nieszczęśliwe uczucia, zaprzepaszczone nadzieje...I okazuje się, że wszystkie łączą więzi szczególne. A Hela? Okazuje się tajemniczą dziewczyną ze zdjęcia...
Świetna, trzymająca w atmosferze ciekawości opowieść. Opowieść o miłości, ale nie o tej cukierkowej, dzięki której wszyscy "żyli długo i szczęśliwie", o miłości pogmatwanej, zaborczej i toksycznej. I nie tylko o uczuciu łączącym kobiętę i mężczyznę. To również opowieść o miłości matczynej, bardzo skomplikowanej, rzutującej na dalsze życie dziecka. To opowieść o miłości do zmarłej żony, o której nijak nie da się zapomnieć. 
Ta książka to malowanki na szkle widziane i opowiadane oczyma nie tylko czterech głównych bohaterek, lecz również ich partnerów, tych przyszłych i niedoszłych. Opowieść o tym, że przecież mamy tylko jedno życie a czasami tak bezmyślnie pozwalamy uciec szczęściu bądź sami powoli je niszczymy, że to życie to właśnie taka malowanka na szkle, krucha, narażona na czynniki rozmywające jej kolory...
Książka osadzona w majestatycznej górskiej scenerii, pachnie góralskim folklorem, zachwyca góralską gwarą....no więc chyba nie potrafię być obiektywna pisząc o "Malowankach". 
Piękna, mądra, dająca do myślenia opowieść.

"Malowanki na szkle" Beata Gołembiowska
Wydawnictwo COMM Partner
Poznań 2014
s. 3oo.