Iwona czyta

Kocham czytać, uwielbiam odwiedzać księgarnie i biblioteki, zawsze podglądam okładkę książki czytanej przez kogoś w miejscu publicznym. Jestem książkowym molem. Od kilku lat obiecuję sobie, że zacznę prowadzić statystyki przeczytanych książek.

Stąd pomysł na bloga, na swoisty pamiętnik przeczytanych książek.....

Zapraszam więc do mnie:)

sobota, 28 stycznia 2017

"Lista Olafa"

Nigdy nie przepadałam za e-bookami. Do przeczytania tego zachęcił mnie wcześniejszy kontakt  literaturą Beaty Gołembiowskiej, która okazała się bardzo interesująca. Polecam "Malowanki na szkle"
„Lista Olafa” to kolejna powieść autorki, osadzona w dwóch różnych środowiskach, przepełniona pięknymi opisami przyrody i wielka miłością do koni i natury.
Poznajemy tu  Olafa, przystojnego i pełnego ciepła dekoratora wnętrz, znawcę mody, rozczytującego się w literaturze kobiecej i niepoprawnego miłośnika kobiecych wdzięków. Nasz bohater współpracuje z grupą przyjaciół podczas tworzenia programu telewizyjnego mającego na celu przerabianie domów samotnych kobiet. Mieszka samotnie w Warszawie, mimo, że jest żonaty a ukochana nad życie żona przebywa na stałe na Podlasiu. Jakoś tak się stało, że małżonkowie nie potrafią pójść na kompromis i zmienić swego miejsca zamieszkania, by być razem. Olaf uwielbia swoją Donię, z którą spotyka się weekendami jednak nie potrafi ulec urokom kobiet, które co rusz podsuwają mu jak na tacy swoje wdzięki. Wszyscy o wszystkim wiedzą, chroniąc żonę bohatera, która sama zaczyna podejrzewać męża o zdrady.
I tak by się to plotło w nieskończoność, gdyby nie przepowiednia wróżki Emilli - osoby, której dom ma przejść kolejną metamorfozę przeprowadzoną przez firmę DagaShow. Jak się okazuje skomplikowanie sformułowana przepowiednia zaczyna się materializować. Według wróżki życie naszego bohatera ma zmienić „maleńka istota” i jeśli myślicie, że chodzi o dziecko (chociaż i ono pojawia się w końcu w życiu bohaterów) to jesteście w wielkim błędzie. Zdradzę tylko, ze zamieszania narobi tu sama natura.
Nasz zatwardziały Warszawiak i playboy  w jednej osobie trafia do szpitala psychiatrycznego. Ma się wrażenie, ze to koniec jego szczęśliwego życia u boku pięknych pań. Nic bardziej mylnego.  Olaf postanawia założyć harem i tworzy listę, na której umieszcza wszystkie swoje dotychczasowe kochanki. Rozpętuje się burza w sercu żony, która postanawia sprawdzić nazwiska kobiet. Burza, która powinna zakończyć ten dziwny i skomplikowany związek małżeński. Czy tak się stanie? Czy Olaf wyzdrowieje i czy uzyska przebaczenie żony?
Ta książka połknie Cię, drogi czytelniku, od pierwszych stron.  Wabi emocjami, które układają się w szeroki wachlarz. Raz jesteś wściekły na bohaterów, raz ci ich żal, by za moment wzruszać się do łez. Autorka posiada niesłychaną zdolność kreowania bardzo bogatych emocjonalnie i charakterystycznych postaci. Olaf – uzależniony od miłości, niekoniecznie tylko tej duchowej, Dagmara – bezwzględna pozornie szefowa firmy projektującej mieszkania, Halinka z dalekiej Ukrainy, sprawiająca wrażenie biednej i zagubionej, wpadająca na szalony pomysł Roma, samotnie wychowująca córkę i usilnie starająca rozkochać w sobie Olafa….. Mnóstwo tu świetnych postaci a każda wnosi do opowieści coś ciekawego.
W pierwszym momencie wydawać by się mogło, że to bardzo banalny wątek – zdradzana żona i zdradzający mąż – jednak niezwykłe zwroty akcji, różne zbiegi okoliczności powodują, że fabuła wciąga i intryguje.
Niewątpliwie wielką zaleta autorki jest jej umiejętność wzbogacania swoich książek pięknymi opisami przyrody. Rodzinna wieś Aldony – Wilenia - przedstawiona została tak urokliwie i realistycznie, że aż chce się pojechać na Podlasie. Miłość do zwierząt, a w szczególności koni, aż kipi ze stron tej książki.

Polecam – kawał bardzo dobrej kobiecej (choć przykład głównego bohatera pokazuje, ze to złudne określenie) literatury. Ja czekam na kolejną część tej „podlaskiej sagi”.

Beata Gołembiowska "Lista Olafa"
Wydawnictwo e-bookowo 2016


niedziela, 3 lipca 2016

Bestseller

Ach, co to za książka… Jeśli poprzednie osiem powieści napisane zostało w tym samym stylu chylę czoła i lecę do biblioteki.
Kiedy brałam udział w konkursie, w którym była do wygrania ta pozycja nie przypuszczałam nawet, ze tak celnie uda mi się dokonać porównania. No bo, czy wiecie, jak wciągają książki Joanny Opiat-Bojarskiej? No właśnie tak  jak ten kwiatek na moim oknie, zwany potocznie pijakiem, który wsysa wodę „zachłannie, bezczelnie i na moich oczach”.  Tak też było w moim przypadku z „Bestsellerem”. Wciągnął mnie bezczelnie i zachłannie nie zważając na to, że przecież w życiu są również inne obowiązki niż tylko czytanie.
To moja pierwsza literacka przygoda z nazwiskiem autorki. Pierwsza a przecież wspomniana książka jest jej dziewiątą. Tyle straconego czasu….
Autorka zachwyca wszystkim, zarówno świetnie wykreowanymi postaciami, ich wielością, misternie splatanymi wątkami jak i umiejętnością stopniowania napięcia i grania na emocjach czytelnika. Wszystko to składa się na lekturę, która od pierwszych stron niesie z sobą obietnicę świetnej lektury, tajemniczości i zatracenia się w niej.
Policyjny duet – Majewski i Burzyński – współpracuje ze sobą, by rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci zwykłej księgowej, która po wygraniu literackiego talent show szybko zyskuje popularność a jej książka sprzedaje się w olbrzymim nakładzie. Panowie, choć bardzo różni pod każdym względem (ha, jest jednak ktoś, kto ich przecież łączy!), świetnie się dogadują i uzupełniają. I kiedy wydaje się, że już rozwiązali zagadkę, znów na drodze stają im kolejne niedomówienia, tajemnice i przeszkody. I tak snuje się to śledztwo, zaskakując co rusz i gmatwając, by wreszcie doprowadzić do kogoś, kto przecież jest tak blisko naszych bohaterów.
Zachwycają postaci stworzone przez autorkę. Jest ich bardzo dużo a każda dopracowana w szczególe. Majewski – elegancik i kobieciarz, perfekcyjnie dążący do sukcesu zawodowego, oddany przyjaciel. Burzyński, który ma niezwykle trafnie dobrane nazwisko, bo mimo, że spokojny i nie szukający przygód facet to mimowolnie burzy wszystko, co stoi na jego drodze – rodzinne szczęście, sukces zawodowy, przyjaźń. Anita Broll – przystojna pani antropolog sądowa, marząca o upojnych chwilach z kochankiem w kontekście rozpracowywania ludzkich części ciała. I ci mniej istotni bohaterowie – pielęgniarz, rodzice denatki, jej narzeczony, sąsiedzi zza ściany – wszyscy stworzeni tak, że ma się wrażenie, że się ich zna na co dzień.
Joanna Opiat-Bojarska zagląda w różne miejsca: do mieszkania starszych ludzi, sąsiadów zamordowanej Emilli Sienkiewicz, do wytwórni programów telewizyjnych, do wydawnictwa, nie zostawia suchej nitki na mediach. I oddaje klimat tych miejsc tak przekonująco, jakby znała go z doświadczenia.  Perfekcyjnie, ze szczegółami i z całym dobrodziejstwem wad i zalet.
I jeszcze coś co bardzo mnie ujęło w książce a co nie zawsze udaje się autorom. Wielowątkowość, wieloepizodowość. Książka nie snuje się jednym ciągiem, jest poprzetykana niezliczoną ilością wątków, epizodów, fragmentów listów, tekstów bohaterki-denatki. Są to zazwyczaj krótkie, jednostronicowe opowieści, które przeplatają się, ma się wrażenie w błyskawicznym tempie. Jednak nie stwarza to chaosu, elementu pogubienia, czytelnik spokojnie nadąża i wczuwa się w historię. A przecież nic tak nie irytuje jak konieczność wracania do poprzednich wątków i kojarzenia kto jest kim w książce.
Dla mnie autorka to mistrzyni w każdym calu. Niczego nie można się doczepić. Wszystko współgra, współpracuje, współbrzmi jak najdoskonalsza orkiestra.

Na 42 stronie książki można przeczytać „Każdy z nas rodzi się z jakimś talentem. Nie zawsze jesteśmy go świadomi. Czasem zwyczajnie nie mamy w sobie tyle odwagi, by pokazać go światu”. Pani Joanno – jak dobrze, że Pani go pokazała i proszę o jeszcze i jeszcze i jeszcze więcej takich „Bestsellerów”.

"Bestseller" Joanna Opiat-Bojarska
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2016
s. 366

wtorek, 29 marca 2016

"Śpiąca Królewna" bajka baletowa

Balet to widowisko teatralne, w którym głównym środkiem wyrazu jest taniec (źródło: Słownik Języka Polskiego. PWN. W. Doroszewski). To trudna dziedzina sztuki, przeznaczona raczej dla wąskiego grona odbiorców. Trudno, nam dorosłym zrozumieć balet, a co dopiero dzieciom. Dziś chciałabym przedstawić książkę, która przeznaczona jest niby dla dzieci, jednak okazuje się, że i dorosły może z niej wiele czerpać a autorzy wprowadzają nas w kanona sztuki w taki sposób, że nie można się od lektury oderwać. A potem zaraz chce się obejrzeć spektakl na żywo.
Wydawnictwo Studio Blok wypuściło na rynek serię książek dla dzieci w wieku 6-13 lat, które w niezwykle interesujący i przystępny sposób wprowadzają najmłodszego czytelnika w tajniki baletu. Do tej pory ukazały się „Jezioro łabędzie” „Dziadek do orzechów” i „Śpiąca królewna” Piotra Czajkowskiego, „Kopciuszek” i „Romeo i Julia” Sergieja Prokofiewa, „Coppelia” Leo Delibes`a, „Pulcinella” Igora Strawińskiego oraz „Don Kichot” Ludwika Minkusa.
Każda książka zawiera określone części, mianowicie: bajkę, która opowiada libretto baletu, gawędę, czyli piękną opowieść o sztuce baletowej. Dowiemy się z niej o tym jak powstaje balet i ilu twórców musi się skupić na końcowym efekcie. Oprócz tego, w notce, przeczytamy też o życiu i twórczości autorów baletu. A ponieważ balet to również trudna terminologia, nawet dla dorosłego, autorzy książek pokusili się o stworzenie słowniczka pojęć baletowych, w którym w prosty sposób przybliżają świat baletu. Książkę wzbogacają tablice edukacyjne, które prezentują układy tańca klasycznego.
Polecam na pierwsze spotkanie przedszkolaków z baletem „Śpiącą Królewnę”. Fabuła jak w znanej baśni. Na dworze króla trwają przygotowania do uroczystości, z okazji chrzcin ukochanej córeczki Aurory. Pojawiają się zaproszeni goście, wśród nich wróżki, które obdarzają dzieciątko różnymi zaletami. Niestety, mistrz ceremonii zapomina o zaproszeniu jednej z dam – Złej Wróżki Carabossy, która wściekła rzuca czar na królestwo. Jak to w bajkach zwykle bywa pojawia się książę, który zdejmuje zły czar i poślubia piękną dziewczynę. Zakończeniem utworu jest korowód postaci znanych z innych bajek a Księżniczka Aurora i Książę Desire wykonują swój popisowy taniec pas de deux.

Piękna opowieść Katarzyny K. Gardziny-Kubały i Tadeusza Rybickiego, wzbogacona baśniowymi ilustracjami autorstwa Klaudii Polak-Szewczyk. Ilustracje przypominające klimatem styl Jana Marcina Szancera wprowadzają nas w nastrój fantastycznej przygody na dworze Króla Florestana. 
Polecam. Piękna książka, która, jak najpiękniejszy obraz w muzeum czy przedstawienie teatralne najwyższej klasy pozwoli nam się unieść ponad problemy cywilizacji i uduchowić do granic możliwości.

"Śpiąca Królewna" Katarzyna Gardzina-Kubała, Tadeusz Rybicki
Wydawnictwo Studio Blok
Warszawa 2015
s. 62

niedziela, 28 lutego 2016

Królewna

Dziś polecam piękną bajkę dla dzieci, choć, jak się okazuje, to również mądra książka dla dorosłych.
Co to jest skarb i czy za pieniądze można kupić wszystko? Ot, powiecie banalne pytanie. Może i banalne ale odpowiedź na nie wcale nie jest prosta, szczególnie w dzisiejszych, nasyconych konsumpcjonizmem czasach.Piątka maluchów najchętniej spędza czas na zabawach na przyblokowym podwórku, takim z trzepakiem i krzakami, w których buduje się kryjówki. Któregoś dnia okazuje się, że ich harcom przygląda się prawdziwa królewna w koronie połyskującej w słońcu mnóstwem tęczowych kamyków i wytwornej koronkowej sukience. Na początku bardzo nieśmiało, (no bo jak tu bawić się z taką damą, gdy ma się „brudne ręce i poplamione spodnie”?) jednak wreszcie dzieci zaprzyjaźniają się z nieznajomą. Amelka okazuje się godną zabawy rówieśniczką, która potrafi cieszyć się każdym drobiazgiem, a co najważniejsze, nie przeszkadzają jej pobrudzone harcami ubrania oraz fakt, że zdarza się jej przegrywać podczas gier zespołowych. Amelka opowiada kolegom swoją historię dziecka zamkniętego w „złotej klatce”, dziecka, które ma wszystko, co zapragnie a które marzy o czasie spędzonym z wiecznie zaganianymi rodzicami i rodzeństwie. A dzieci z podwórka jej nie wierzą, bo przecież każdy chciałby mieć pokój jak sklep z zabawkami, skarbiec pełen kosztowności i służących do sprzątania.
Książka Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel bawi fabułą, uczy co w życiu najważniejsze i porusza struny ludzkich uczuć a u starszego czytelnika przywołuje wspomnienia i tęsknotę za czasami dzieciństwa. Pięknie wydana przez Wydawnictwo Bajka, stworzona w duecie ze znaną ilustratorką Marianną Oklejak jest niewątpliwie perełką na współczesnym rynku wydawniczym dla najmłodszych. Taką kartką z albumu prababci, której nie uświadczymy w elektronicznym albumie współczesnej rodziny.
Zachwycają ilustracje – ale sygnowane takim nazwiskiem nie mogą przecież rozczarować – kolorowe i bardzo realistyczne, ale przede wszystkim świetnie współgrające z treścią, co niestety nie zawsze jest oczywiste. Twarda okładka, ciekawy format i nietuzinkowy papier mogą być tylko dopełnieniem zachwytów nad lekturą.
Czytając tę książkę uzmysłowiłam sobie, że takich Amelek pełno jest we współczesnym świecie. Niestety… Małe królewny, pięknie ubrane, które nie mogą pobrudzić ubranek, które zasypywane są najbardziej wyszukanymi zabawkami ze sklepowych półek, a które, w gruncie rzeczy, marzą o zabawach ze zwykłymi rówieśnikami i czasie spędzonym z rodzicami. Chodzą również do przedszkola a my nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, dlaczego są smutne  i nieszczęśliwe. Dlatego, moim zdaniem, to mądra lektura dla rodziców.Opowieść o królewnie przypomina mi czasy mojego dzieciństwa – beztrosko spędzane chwile na podwórkowym trzepaku i cudowne zabawy, do których wystarczały patyki, kamienie i guma do skakania, kupowana na metry w pasmanterii najzwyklejsza guma do majtek, „pełna supłów”, a jakże. To były najwspanialsze czasy a dzięki skarbowi, który pozostawiły, mam świadomość, że ludzie z mojego pokolenia nigdy nie będą ubodzy. Bo skarb to przecież to, co tkwi w naszej głowie i sercu. Takie przesłanie zawiera opowieść Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel o królewnie, która czuła się „bardzo, bardzo obdarowana, chociaż w rękach miała tylko sznurek od drabinki”. I takiego skarbu życzę dzisiejszemu młodemu czytelnikowi.


„Królewna”- Roksana Jędrzejewska- Wróbel
Wydawnictwo Bajka
Warszawa 2016
s. 36



piątek, 26 lutego 2016

Szczęśliwa kobieta. Rozwój, kariera, miłość.

Wydawało mi się, że jestem szczęśliwą kobietą. Bo się rozwijam, praca przynosi mi satysfakcję a w sferze miłości i życia rodzinnego osiągnęłam stan, można rzec, wręcz idealny. Tak mi się wydawało... Dopóki w moje ręce nie trafiła książka kobiety naprawdę spełnionej i szczęśliwej.
Renata Wrona jest coachem, trenerką rozwoju osobistego, PR managerką i właścicielką Prime Image. A ostatnio autorką książki "Szczęśliwa kobieta. Rozwój, kariera, miłość".  Renata Wrona swoim uczuciem zapragnęła podzielić się z innymi kobietami. Książkę otwiera opowieść o szczęściu autorstwa Patrycji Cichy-Szept, która przekonuje nas, że "szczęście to nie bajka. Szczęście przychodzi do nas. Czasami tylko musimy pomóc i sobie i jemu, i zwyczajnie uwierzyć, ze istnieje. Dla wszystkich". Jakie to proste, prawda? Więc, dlaczego na świecie tyle nieszczęśliwych kobiet. Odpowiedzi poszukajcie w książce. Zachęcam.
Ta książka to poradnik psychologiczny, ale nie taki, jakich wiele na wydawniczym rynku. To poradnik w formie warsztatów dla każdej kobiety, która po nią sięgnie. A zarazem próba przekonania nas o tym, że warto walczyć o swoje szczęście, bo przecież ono nam się zwyczajnie należy. Renata Wrona to wyjątkowa przewodniczka. Wyjątkowa, bo nie zamieszcza w swojej książce suchych faktów, jak to zazwyczaj prezentują przewodniki. W sposób niezwykle empatyczny i ciepły przekonuje swoje czytelniczki, że warto podejmować próby, by zmieniać swoje życie i że zawsze jest pora, by zrobić coś dla siebie, by czasem spojrzeć na swoje życie egoistycznie i asertywnie. 
Na kartkach dwunastu rozdziałów znajdziemy wskazówki, dobre i sprawdzone rady i przemyślenia. Jak można osiągnąć zamierzony cel? Jak ocieplić swój wizerunek? Jak zarządzać swoimi funduszami i najcenniejszą rzeczą, jaką posiadamy, czasem? Jak nauczyć się rozmawiać i jak stworzyć szczęśliwy związek? Autorka nauczy nas tworzyć Mapę Marzeń, odpowiadać na stawiane sobie pytania i realizować cele. Rozdziały napisane prostym i przyjemnym językiem i stylem, ubarwione  pięknymi sentencjami i afirmacjami, bardzo często odsyłają do dodatkowej literatury bądź zachęcają do wzięcia udziału w warsztatach i szkoleniach. A wszystko to daje nadzieję, wytycza cele i sprawia, że nawet najbardziej "zdołowana" czytelniczka spróbuje odnaleźć sens.
Książkę czyta się bardzo szybko, jednocześnie mając świadomość, że każdy rozdział, każde zdanie jest przemyślane i wyważone, że sentencje dobrane są z niezwykłą starannością a autorce bardzo zależy na każdej czytelniczce.
Podoba mi się forma poradnika. Książka napisana jest w postaci indywidualnych warsztatów, które pozwalają w zaciszu domowego ogniska na samokształcenie i rozwój. To stwarza atmosferę intymności, okazję do skupienia i dogłębnych przemyśleń. I jest jeszcze coś, co przyciąga do lektury. Do niej po prostu trzeba wracać. Nie da się odłożyć i zapomnieć. Trzeba otwierać na wybranych rozdziałach i analizować, by wyłuskać dla siebie to, co najważniejsze. 
Podoba mi się również fakt, że autorka nie traktuje czytelniczki bardzo wyniośle, nie "mądrzy się", bo wie wszystko najlepiej. Często odsyłała do ciekawych publikacji, oferuje interesujące szkolenia, poleca sesje z coachem... Jednym słowem to mądra książka, naprawdę wzbogacająca duchowo i rozwijająca.
Dodatkowym atutem jest strona graficzna. Książka jest bardzo starannie wydana. Zarówno okładka ze zdjęciem autorki, jak i druk oraz ciekawie dobrane ryciny dopełniają całości. Ma się wrażenie, że trzyma się w ręku publikację, która szanuje swoje czytelniczki. Ta książka po prostu pachnie szczęściem.
Zachęcam. Jeśli chcesz być szczęśliwą kobietą - przeczytaj koniecznie, a potem "rozwiń skrzydła i leć dokąd tylko chcesz".


Cytaty pochodzą z książki.

"Szczęśliwa kobieta. Rozwój, kariera , miłość" Renata Wrona
Wydawca Firmamento
Wysowa Zdrój 2015
s. 193


czwartek, 18 lutego 2016

Farbowana blondynka

Książka jakich wiele na półkach z kobiecą literaturą. Fabuła w stylu: młoda, niezależna bohaterka ucieka z rodzinnego małomiasteczkowego środowiska do lepszego życia w wielkim mieście. zaczyna pracę w korporacji pnąc się po szczeblach kariery. Praca i nic poza nią. Jeszcze obsesyjne dbanie o swój wygląd, bo przecież on w życiu najważniejszy. Żadnych planów związanych z rodziną, kolejne związki okazują się nieudane, bo zbyt "wyluzowane". Zresztą, po co komu  taka miłość, rodzina, obowiązki....?
A po pracy? Spotkania z psiapsiółkami, o ile są w tym momencie wolne, bo jeśli nie - pustka.
Książka jakich wiele i wydawać by się mogło, że nudna dla kogoś kto już ich trochę przeczytał. Nic podobnego. Może dlatego, że autorka "zaraża" humorem, że bezwzględnie obnaża naszą dulszczyznę, że tworzy wątki, które zaskakują, bo w normalnym życiu raczej się nie zdarzają (spotkanie dwóch kobiet w kanale), że co rusz każe przytaknąć, że to prawda.
Świetna, wesoła, optymistyczna książka uzmysławiająca nam, że w życiu nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem a makijaż i markowe ciuchy nie są gwarancją na "high live" i wielkie szczęście, że czasem trzeba się rozejrzeć wokół.
Czytelnik polubi głównych bohaterów od pierwszej strony książki, gdyż autorka ma niezwykłą umiejętność kreowania ciekawych postaci. Tamara, Agnieszka, Emilia, Beata, Maciek.....
Danuta Noszczyńska książek wydała już dość trochę a mnie się gdzieś zgubiła w czeluściach wydawniczego rynku, a szkoda, bo jeśli tamte w podobnym stylu i tonie, to czemu nie?

"Farbowana blondynka" Danuta Noszczyńska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2015
s. 325

środa, 17 lutego 2016

Dom tajemnic

Są takie książki, które nie kłują w oczy okładką na długo przed premierą. Nikt ich na siłę nie promuje, o nich nie krzyczy. Potrafią obronić się same.
Tak było z "Domem tajemnic" Loreny Martin D. Nie czytałam o niej wcześniej, wpadła mi w ręce przypadkowo i okazała się jedną z lepszych lektur, jakie ostatnio czytałam.
Młoda amerykanka meksykańskiego pochodzenia odkrywa, że jej rodzina skrywa jakieś tajemnice. Amada wyrusza w podróż w poszukiwaniu kobiety, która wpłynęła na losy jej rodziny. Historia rozciąga się na trzy odległe sobie kraje. Zaczyna się w Meksyku na początku XX wieku, by przenieść się do stłamszonej wojna domową Hiszpanii i skończyć w żydowskim getcie w Warszawie. 
Splątane losy bohaterów, niedomówienia, które były przyczyną rozstań i tragedii, nieszczęśliwie lokowane uczucia, walka o przetrwanie a wszystko to w scenerii wojennych wydarzeń tamtych lat.
Książka porusza wielowątkowością i świetnie skrojonymi postaciami bohaterów. Ale mnie urzekła wnikliwą znajomością historii przez autorkę i jej umiejętnością opowiedzenia jej tak, że rozumie ja nawet nie pałający do niej miłością czytelnik. "Dom tajemnic" to lekcja historii lepsza niż u najwspanialszego nauczyciela w jakiejkolwiek szkole. 
Carmina, Hilda, Lea, Ramir, Maciek, Dawid - postacie, które targają emocjami czytelnika, ma się ochotę nimi potrząsnąć, by się opamiętały a za moment jest ich zwyczajnie po ludzku żal. Bo co mogą poradzić, że urodzili się w tak zagmatwanych wydarzeniami czasach. Przejmujący obraz ludzkiej krzywdy w czasach okupacji hitlerowskiej, bolesne sceny, o których trudno zapomnieć i niedowierzanie, że człowiek tyle potrafi znieść.
Jedno zdanie na okładce nie pozwala zamknąć książki i zapomnieć. Autorka przyjechała do Polski, by szukać zaginionej historii swojej rodziny i została na stałe a przy okazji znalazła materiał na świetną książkę. Warto poszperać i przeczytać wywiady z Loreną Martin, bo to osobna, równie pouczająca, lekcja historii. Czekam na kontynuację, choć, jeśli kolejne książki mają się ukazywać z takimi perturbacjami to jeszcze poczekam...

"Dom tajemnic" Lorena Martin D.
Wydawnictwo Bukowy Las
Wrocław 2013
s. 398

wtorek, 16 lutego 2016

Zazdrośnice

Pióro Erica-Emmanuela Schmitta znam od dość dawna, lubię i chętnie sięgam po kolejne książki. Każda mądra, zawierająca wiele życiowych prawd.
Dlatego, gdy pojawiły się "Zazdrośnice" nie wahałam się ani chwili i... zaraz po pierwszych kartkach rozczarowanie. Infantylna opowieść o czterech nastolatkach, które nie mają nic innego do roboty jak podziwianie w lustrze swojego wyglądu, wyszukiwanie wad i spędzanie czasu na zabawie. Kilka razy podczas lektury zastanawiałam się po co marnuję czas na banalną opowiastkę dla młodych panienek...aż do pewnego momentu, który wstrząsnął mną i zamroził do takiego stopnia, że skończyłam lekturę na jednym wydechu.
Opowieść o czterech przyjaciółkach, które dzielą ze sobą wszystkie sekrety. Jest więc ten pierwszy raz, rozstanie rodziców jednej z nich, pierwsze zauroczenia, miłosne rozterki i zawody. Ale są również tajemnice, szczególnie, gdy w grę wchodzi zakochanie w chłopaku jednej z przyjaciółek i internetowa znajomość z przystojnym Anglikiem. W międzyczasie na szkolnej scenie teatralnej toczą się próby do szekspirowskiego spektaklu "Romeo i Julia".
Książka w formie pamiętników wszystkich bohaterek oraz smsowej wymiany wiadomości. Czyta się to szybko, bez zbytniego zastanawiania się aż do wspomnianego momentu...
Teraz, parę dni po lekturze, myślę, że to wstrząśnienie czytelnikiem to bardzo celowy zabieg autora. I dzięki temu książka okazuje się taka "schmittowska" - do przemyślenia, zastanowienia się, jak to jest z przyjaźnią i miłością w naszym życiu, gdzie przebiega ta cienka linia, która zamienia te uczucia w nienawiść pchającą nawet do zbrodni. Książka pełna sentencji - zawsze po lekturach tego autora zapełnia się mój notatnik. I mimo młodego wieku bohaterek - nie tylko dla młodszego pokolenia. Mnie utwierdziła w przekonaniu, że prawdziwa przyjaźń między kobietami nie istnieje. 
Jeszcze parę słów o stronie technicznej książki. Wydawnictwo Znak wypuszcza taką schmittowską serię. Małe, poręczne formatem książeczki, które łatwo mieszczą się w damskiej torebce, nie idą jednak w parze z mikroskopijnym drukiem, wręcz przeciwnie. Przyjemna okładka i solidny papier dopełniają całości.
Polecam, warto:)

"Zazdrośnice" Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo Znak 
Kraków 2016
s. 138

niedziela, 17 stycznia 2016

Most przez czas. Listy do praprawnuka

Czasem słyszy się, że ktoś wpadnie na pomysł, by wrzucić list w butelce do morza albo zakopać w ogrodzie, dla potomnych. O ile w tym drugim przypadku jest nadzieja, że odkopie i przeczyta go jakiś potomek o tyle w pierwszym nigdy nie wiadomo kto i gdzie wyłowi tajemniczy list.
Taki "list, a raczej listy, w butelce" wydało właśnie Wydawnictwo Stapis, tyle, że w wersji książkowej a nie butelkowej:) Stąd jest nadzieja, że kiedyś trafią do adresatów, o ile w 2300 roku będzie jeszcze istniała tradycyjna wersja książki.
"Most przez czas" to arcyciekawy projekt wydawniczy, to zbiór tekstów napisanych przez 33 autorów. Ludzi bardziej lub mniej znanych, o różnych profesjach i pasjach, zamieszkujących różne regiony naszego kraju (choć przeważa Górny Śląsk). Jedni wyobrażają sobie adresata swojego listu bardziej, inni  wcale. Jedni potraktowali pomysł jako możliwość opowiedzenia o czasach, w których żyją, o nowinkach technologicznych, o epizodach ze swojego życia, inni najzwyklej w świecie, po ludzku dają rady i wskazówki. Niejednokrotnie takie, które nie pozwolą zapomnieć o przeszłości: "Czytaj, bo słowo może unieść wszystko kilka centymetrów nad ziemię" (B. Janas-Dudek) czy "pamiętaj, że czasem warto zaglądać do starych albumów. Przeglądać zmatowiałe fotografie" (S. Waszut). 
Autorów łączy na pewno jedno: chęć przekazania, że nie można się odcinać od korzeni, bo tylko dzięki nim człowiek coś znaczy jednak targa nimi również uczucie niepewności, czasem lęku, czy potomek będzie mógł, umiał przeczytać tradycyjny list. 
Różne style prezentują te teksty, bardziej swojskie lub bardziej poważne, czasem wręcz o filozoficznym odcieniu. W zbiorze znajdują się również listy napisane gwarą śląską, góralską i kaszubską. Da się zrozumieć, a w przypadku problemów wspomoże słowniczek na końcu każdego tekstu.
Książka nietuzinkowa. Gratuluję wydawcy pomysłu. Taka swoista "kapsuła czasu" jak określił to we wstępie swojego listu jeden z autorów. Most przez czas tyle, że bez możliwości powrotu.
Bardzo refleksyjna książka. 210 stron mądrego tekstu, który nie pozwoli ot tak zamknąć lektury po przeczytaniu, każe wracać do niej, rozmyślać i zastanowić się. A może każdy z nas powinien napisać taki list?
Mało znane, niszowe Wydawnictwo zachwyca troską o książkę. "Most przez czas", mimo, że niepozornych rozmiarów, to pięknie wydana publikacja. Okładka ze skrzydełkami jest bardzo miła w dotyku i sprawia wrażenie przestrzennej. Dobry gatunkowo papier, ciekawa grafika i fajnie dobrane do każdego listu fotografie to przysłowiowa "kropka nad i" w niezwykle przyjemnym odbiorze lektury.
Polecam!

"Most przez czas. Listy do praprawnuka"
Wydawnictwo Stapis
Katowice 2016
s. 210

niedziela, 27 grudnia 2015

Namaluj mi słońce

Główna bohaterka powieści Gabrieli Gargaś para się dość niezwykłym zajęciem - jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z ludźmi, którzy chcą się wyżalić, porozmawiać, odwiedza szpitale, hospicja. Sama nie ma przyjaciół i skutecznie odrzuca każdą próbę związania się z kimś na stałe. Pewnego dnia Sabina spotyka w parku dziewczynkę. Marysia usilnie próbuje nawiązać nić porozumienia  z kobietą, która nienawidzi dzieci. Wszystko, co zdarzy się później jest niezwykłe i poruszające. Rodzinne tajemnice, nawiązane po latach przyjaźnie i ojciec Marysi, zadufany w sobie samotny ojciec, co rusz zdobywający kolejne kobiety. A w tym wszystkim Sabina, zatwardziała w swoich przekonaniach, na pozór szczęśliwa singelka.
Wcale nie prosta i niebanalna historia. Nasycona emocjami, wywołująca sprzeczne uczucia, niejednokrotnie złość, że ludzie są tak głupi i tak łatwo gmatwają sobie życie, odrzucając uczucia i krzywdząc się nawzajem. 
Autorka kreśli bardzo charakterystyczne i wyraziste postaci. Obojętnie czy to główna bohaterka, czy jej siostra, która zrywa kontakt z rodziną wyjeżdżając w poszukiwaniu raju do Anglii. Postaci nie są mdłe - denerwują, by za moment móc się nad nimi rozczulać. Tak łatwo jest przecież oceniać.... Gabriela Gargaś pokazuje to w swojej powieści. Nigdy nie wiemy, co kieruje ludźmi, że postępują tak a nie inaczej, że wybierają taki model życia. Nawet matkę, która porzuciła swoje dziecko nie można tak od razu skreślić i osądzić. A wśród tych wszystkich bohaterów malutka dziewczynka, która pokazuje nam dorosłym, że zbyt komplikujemy sobie życie, a przecież to takie proste - wziąć kredki i namalować sobie słońce.
Piękna opowieść o tym, jak łatwo zranić drugiego człowieka i jak trudno odzyskać zaufanie. Opowieść o uczuciach, bez których życie jest jednobarwne.
Jedyna rzecz, która bardzo przeszkadzała mi podczas lektury to brak korekty. Mimo, że nazwisko kogoś kto tego dokonuje (lub raczej powinien dokonać) widnieje na obwolucie książki. Niesamowita ilość literówek i błędów stylistycznych, nawet imiona pisane z małej litery. A przecież Feeria to dość znane na rynku wydawnictwo. 

"Namaluj mi słońce" Gabriela Gargaś
Wydawnictwo Feeria
Łódź 2014
s. 386


piątek, 30 października 2015

Moralność pani Piontek

Bardzo zabawna, lekka książka, taka do przeczytania "na raz", idealna na jesienne wieczory, kiedy dopada nas tęsknota za słonkiem i tak zwyczajnie....nic się nie chce.
Gertruda Poniatowska vel Piontek jest mężatką i matką. W obu przypadkach wymagającą i narzucającą swoją wolę, przyzwyczajenia, swój styl życia. Wydaje się zimna i wyrachowana. Jej panowie chodzą jak w zegarku, byle tylko się nie narazić. Do czasu......
Życie płata jej figla, w postaci choroby. Ten figiel jednak uzmysławia jej wiele rzeczy, pozwala zrozumieć i "zmięknąć". Mąż, przez moment chcący po latach zostawić ją dla "Alicji, która nie miała na imię Alicja" też zaczyna się zastanawiać, jakby wyglądał świat bez jego ukochanej mimo wszystko, od lat, małżonki. Bo ta małżonka wyjeżdża na długie 3 tygodnie "na Maltę, która jednak nie była Maltą", nie chcąc niepokoić bliskich udaje się do szpitala na ciężką operację i przeżywa ją sama, pod przybranym imieniem, prosząc o anonimowość. Poznaje tam dziewczynę, zwykłą salową, zaprzyjaźniają się i lubią do tego stopnia, że nasza despotka chce ja wyswatać ze swoim jedynakiem - ukochanym Augustynem.
Mimo, że książka na pierwszy rzut po przeczytaniu wydaje się taka "łatwa i przyjemna", skłania do refleksji. Że czasem warto porozmawiać, obronić swoje zdanie, że drażniące dotychczas przyzwyczajenia wcale nie są takie przykre, że bez tej jedynej od lat osoby świat byłby pusty...
Fajny humor autorki sprawia, że lekturę po prostu się połyka.

"Moralność pani Piontek" Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo FILIA
Poznań 2015
s. 296.

sobota, 17 października 2015

Notebook

Po książkę sięgnęłam po wysłuchaniu w sierpniowych odcinkach Lata z Radiem jej fragmentów czytanych przez znanego aktora. Były porywające, pełne napięcia i dramatyzmu.
W wypadku samochodowym ginie trzydziestoletnia kobieta, dziennikarka, szukająca sensacji i ujawniająca kolejne przekręty w różnych dziedzinach życia. Kobieta w trakcie wypadku trzyma na kolanach otwarty notebook. Na miejsce wypadku przybywa rozczarowany życiem prokurator Radosław Bolesta. Między umierającą na jego rękach kobietą w nim tworzy się jakaś tajemnicza więź. Prokurator zaczyna węszyć przejmując dane z komputera ofiary, jednocześnie szukając bliskich jej osób. Okazuje się, że kobieta była zupełnie sama. Dociera jednak do dziennikarza, który współpracował z Dagmarą Frost oraz nieletniej hakerki wychowującej się w domu dziecka, bardzo związaną z ofiarą. Laptop oraz Kamila okrywają szereg tajemnic, które powodują, że monotonne dotąd życie prokuratora wywróci się do góry nogami, ocierając się wręcz o śmiertelne niebezpieczeństwo.
Niezwykle dramatyczna, pełna tajemnic i sensacyjnych odkryć książka, której akcja rozgrywa się w 2012 roku. Nasz kraj przygotowuje się do inauguracji największej sportowej imprezy - Euro a obok dzieją się rzeczy na miarę międzynarodowego skandalu.
Tomasz Lipko jest dziennikarzem, fotoreporterem, producentem filmowym. To jego pierwsza książka, przełomowa pod kątem zastosowania w niej nowoczesnej technologii informacyjnej. Autor zamieścił w niej materiały, które w postaci filmików po ściągnięciu odpowiedniej aplikacji czytelnik będzie mógł zobaczyć na swoim tablecie lub telefonie.
Trzyma  w napięciu, nie pozwala na domysły, zaskakuje. Polecam.

"Notebook" Tomasz Lipko
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2015
s. 444

W krainie kolibrów

Głównymi bohaterkami książki są dwie kobiety - Anna i Victoria. Więcej je dzieli niż łączy - pochodzenie, status społeczny, marzenia. Kobiety spotykają się na statku płynącym na przeciw marzeniom. Anna płynie do rodziny, która wyemigrowała z Niemiec i szuka szczęścia w odległej Argentynie, Victoria do dopiero co poślubionego męża. 
I tylko przypadek powoduje, że się spotykają. Anna podczas sztormu ma mały wypadek na pokładzie statku. Na pomoc podąża jej młody człowiek, bogaty kupiec Julius, który zakochuje się w biednej kobiecie. To uczucie od początku skazane jest na niepowodzenie - Anna jest biedną mężatką i raczej nie czuje się dobrze w towarzystwie z wyższej sfery społecznej. Kiedy statek dopływa do celu drogi bohaterów rozstają się, każdy podąża do swojego życia.
Anna do biednej i rozgoryczonej losem rodziny, do ojca pijaka, wiecznie sfrustrowanej matki i, jak się okazuje, ciężko chorego męża, który wkrótce umiera, pozostawiając ją z maleńką córeczką. Victoria do bogatego życia, które szybko ją rozczarowuje. Obie kobiety próbują "ucieczki" od dotychczasowego życia. Każda walczy na swój sposób. Drogi znajomych ze statku schodzą się i rozchodzą naprzemiennie. Początkowe uczucia przyjaźni i miłości splatają się z nienawiścią i zazdrością.
Książka Soffi Caspari to opowieść o sile przyjaźni targanej uczuciami zazdrości osadzona w realiach dziewiętnastowiecznej Ziemi Obiecanej dla tysięcy Europejczyków. Intrygi, znienawidzona teściowa, która miesza na każdym kroku, mezalians, porwanie, ukrywający się kochankowie - to wszystko przypomina wyświetlane niegdyś w telewizji seriale latynoskie. 
Pierwszy z tomów argentyńskiej sago czyta się lekko,  z przyjemnością ale nie jest to książka, która zapada głęboko w pamięć. Ot, fajna rozrywka. I chyba na tym tomie pozostanę.

"W krainie kolibrów" Sofia Caspari
Wydawnictwo Otwarte
Warszawa 2015
s.632

poniedziałek, 28 września 2015

Włoska podróż

Ta książka to bajka. Z serii takich, co kończy się happy endem a wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Czasem warto sięgać po takie bajki, dla przemyśleń, nabrania dystansu czy zwyczajnego odstresowania.
To drugie moje spotkanie z literaturą Hanny Gałgańskiej i chyba zacznę już rozpoznawać styl pisarki.
Po pierwsze - denerwująca bohaterka. Anna, redaktor "Gazety Miejskiej", perfekcyjna, pachnąca drogimi perfumami, wystrojona w ekskluzywne ciuchy, idealna pod każdym względem, lubiąca luksus i zagraniczne wojaże. Jej chłodu i perfekcjonizmu nic nie jest w stanie ocieplić. Nawet wyjście za mąż za przystojnego i romantycznego pisarza Ernesta i urodzenie córeczki, Megan,  nie zmienia jej życia, nie wywraca do góry nogami. Anna, coraz bardziej oddala się od męża, doszukując się w nim coraz większych wad i niedoskonałości. Liczą się wyłącznie prestiż, pieniądze i luksus. 
Po drugie - Positiano. Włoskie miasteczko, do którego wybierają się kolejne bohaterki Hanny Gałgańskiej. Co takiego ma w sobie to miejsce, że koi stargane nerwy, pozwala odetchnąć i zapomnieć o szarzyźnie dnia codziennego a wspomnienia stają się rzeczywistością? (Już chyba wiem, jakie pytanie zadałabym autorce, gdyby nadarzyła się taka okazja).
Po trzecie - styl literacki. Opisy bohaterek skonstruowane w taki sposób, że nie da się ich polubić od początku. Irytują peanami wypowiadanymi przez siebie na swój temat, nieskazitelnością i perfekcyjnością. Piękne, bogate i bez skazy. Słodko aż mdli. Same achy i ochy. Wrrrr....
Anna Idealna postanawia rozwieść się z mężem, córka wymyka się jej spod kontroli a w pracy narastają problemy. Na dodatek mama i babcia trzymają stronę męża. Nic nie idzie po jej myśli. Kiedy więc starsza pani prosi wnuczkę o zawiezienie do raju, ta,w desperackim kroku, spełnia jej życzenie. Babcia, wnuczka i prawnuczka (ta ostatnia podstępem) wyruszają w podróż do Positiano. To podróż sentymentalna, gdyż babcia podczas jej trwania snuje wojenne wspomnienia, które zaskakują a nikt z towarzyszek podróży nie zdaje sobie sprawy z tego, jak odmieni ona życie całej rodziny. 
Lektura niewielkich rozmiarów ale poruszająca struny uczuć. Otwiera cały wachlarz emocji - od złości na główną bohaterkę, przez ironię, gdy widzi się finansowe szaleństwo bohaterek w obcym kraju, po wzruszenie, gdy słucha się babci i czyta zakończenie.  A tu dochodzi się do jednego wniosku: życie jest jedno, nie warto się z nim szarpać, trzeba czasem odpuścić, wsłuchać się w siebie, poszukać swojego miejsca, by odnaleźć szczęście. A dzięki Hannie Gałgańskiej czytelnik wie, gdzie należy go szukać. Bo nic tak nie koi jak włoskie słońce....

"Włoska podróż" Hanna Gałgańska
Wydawnictwo LUCKY
Radom 2015
s. 208

środa, 16 września 2015

Życie z drugiej ręki

Anita jest żoną męża na odległość i matką dwóch córek. Pozornie szczęśliwa, choć cienie z dzieciństwa ciągle ciążą na jej sumieniu a mąż nie spełnia oczekiwań, bo wiecznie nieobecny, a gdy już przyjedzie jedynym jego przyjacielem jest pilot od telewizora. „A kiedyś było tak pięknie (…) Nie mogłam bez niego oddychać a on nie potrafił zasnąć, gdy nie było mnie w pobliżu.” Pospolita historia, jakich wiele. Najpierw marzymy o księciu z bajki, wyobrażamy sobie jak cudowny będzie to związek, jesteśmy przekonane, że nas nigdy nie dotkną problemy szarej codzienności.  I tak jest na początku: różowe okulary i sielanka. I wydaje nam się, że mamy receptę na udany związek, że przecież nie możemy być tacy, jak tysiące par: znudzeni sobą i dniem codziennym. A kiedy już, nasze małżeństwo, z jakichś powodów stanie się rutyną, nie potrafimy sobie pomóc, odświeżyć, pokolorować na nowo nasze współistnienie. A przecież, jak zapewnia Anna Grzyb „nie musimy się godzić na życie znoszone, używane, niechciane, z drugiej ręki”.
I właśnie dlatego, że ta historia jednej z wielu żony, matki, kobiety marzącej o pracy i wyrwaniu się z beznadziei dnia codziennego, jest zwykła i taka życiowa czyta się ją tak lekko i przyjemnie, mając jednocześnie świadomość, że nie można nic nie robić.
Kiedy zaczęłam lekturę książki „Życie z drugiej ręki” w pierwszym momencie pomyślałam, ot, banalna historia, jakich wiele w życiu i literaturze. Denerwowała mnie bohaterka, wiecznie niezadowolona, przestająca dbać o siebie i zrzucająca całą winę za szarość związku na Tego Męża. Czasem miałam ochotę nią potrząsnąć
Anita wreszcie postanawia zmienić swoje życie. Wraz z przyjaciółką otwiera sklep z używaną odzieżą (hm, czy to zbieg okoliczności to skojarzenie ze znoszonym życiem?), zaczyna o siebie dbać, mimo natłoku obowiązków a problemy związane z organizacją dnia, wydające się początkowo olbrzymimi, jakoś się rozwiązują. Dziewczynki zyskują „przyszywanych” dziadków, Anita, dzięki kontaktom z ludźmi zaczyna oddychać głębiej, tylko Ten Mąż… Dlaczego pretensje i nagromadzone żale nie pozwalają na rozmowę? O ileż byłoby prościej. Ale może wtedy nie byłoby tej książki? Książki, która uświadamia, że należy rozmawiać, że trzeba dbać o siebie, swoje pasje i pielęgnować uczucia, że nie można się zatracić w codzienności a nieposprzątane mieszkanie to przecież nie tragedia.
Anna Grzyb jest doskonałą obserwatorką codzienności. Jej bohaterowie są wyraziści ale jednocześnie tacy zwykli, popełniający błędy, szukający szczęścia i ciepła drugiej osoby. Zaskakuje przeobrażenie Tego Męża, takie niebanalne i symboliczne, w Sebastiana, po prostu. Niezwykle ubawiły mnie opisy zaściankowości miasteczka, w którym żyje bohaterka, do bólu prawdziwe.
Polecam lekturę, która każe się zatrzymać i spojrzeć na swoje życie inaczej, bo jest jedno i szkoda marnować go na gdybaniu i rozpamiętywaniu, i że nigdy nie należy zdejmować różowych okularów, bo tylko optymistom świeci słońce.
Miałam takie wrażenie, że książka to jeden wielki monolog i chociaż na początku, trochę mnie to drażniło, zrozumiałam, ze ma to swój cel i zastanawiam się czy to nie będzie znakiem rozpoznawczym autorki. Dlatego z niecierpliwością czekam na dalsze powieści tej debiutującej pisarki.
I jeszcze jedno spostrzeżenie. Po raz pierwszy czytam książkę autorki, którą trochę znam, wirtualnie wprawdzie, ale jednak. Wiem, co nieco o jej życiu, pasji i charakterze. I, mimo zapewnienia, że historia ta jest wytworem wyobraźni, czytało mi się ją jakoś swojsko i znajomo, jakbym przechadzała się po życiu autorki. I to chyba ciut przeszkadza, gdy w trakcie lektury non stop ma się przed oczami Pisaninkę. I jeszcze….Nie byłabym sobą, gdybym nie wytknęła jedynej, moim zdaniem, wady tej książki – zdecydowanie za szybko przewróciłam ostatnią kartkę.
Dziękuję Annie Grzyb oraz Wydawnictwu Szara Godzina, za przyjemność, jaką niosła lektura książki:)

"Życie z drugiej ręki" Anna Grzyb
Wydawnictwo Szara Godzina
Katowice 2015
s. 192

wtorek, 15 września 2015

Ukryć się przed sobą

Ta książka skusiła mnie okładką, jak nigdy. A potem było już tylko dziwnie. Denerwuje główna bohaterka  a jednocześnie lektura trzyma w napięciu, ciągle chce się do niej wracać i jak najszybciej dokończyć.
Margo to wypiękniona, pachnąca i niezwykle nieskazitelna pani bizneswomen. Prowadzi klinikę zajmująca się badaniami biotechnologicznymi. Zatrudnia i wymaga. Jest zimna, sztywna i bojąca się zarazków, których dopatruje się wszędzie,. To obsesja, która uniemożliwia jej odetchnąć życiem pełną piersią. Kobieta wraca do rodzinnego miasta po latach i spotyka dawną przyjaciółkę. Anna jest skromną osobą, matką dwójki synów, którą mąż porzucił dla "młodszej, bardziej powabnej". Spotkanie odświeża wspomnienia, które bolą i o których chce się zapomnieć a Anna wkracza w życie Margo z przysłowiowymi butami.
I nagle staje się coś, co kłóci się z wizerunkiem zimnej bizneswomen. Margo wyrusza w podróż, tak z biegu, bez większego przygotowania, na dodatek zabierając ze sobą dwie młode współpracownice z małym dzieckiem. Kierunek - włoskie Positiano... I nagle okazuje się inną osobą.
Ucieczka przed sobą okazuje się beztroskimi wakacjami na plaży w pięknym włoskim miasteczku. Początkowy opór towarzyszek podróży przerażonych hojnością szefowej, zbieg różnych mniej lub bardziej przyjemnych sytuacji, wspomnienia i mnóstwo czasu do rozmyślań - to wszystko składa się na parę dni w raju. Niestety Margo musi wracać do kraju: niedbałość pracowników w klinice uruchamia splot wydarzeń, które w ostateczności okazują się... no właśnie. Czy Margo odzyska szczęście i bliską osobę? Czy wygra z ciężką chorobą? Czy odnajdzie w życiu spokój i zrozumie, co jest ważne?
"Ukryć się przed sobą" to literacka podróż w głąb siebie, Ta niepozornych rozmiarów książka porusza różne emocje. Autorka bardzo wyraziście, wręcz w przerysowany sposób wykreowała główną bohaterkę. Jak ona irytuje tym swoim natręctwem i doszukiwaniem się wszędzie zarazków i bakterii, jak drażni jej perfekcyjność i chęć izolacji a później, podczas podróży, rozrzutność i materialne uszczęśliwianie wszystkich dookoła, tak jakby szczęście można było sobie kupić. Drażni i denerwuje a jednak przyciąga. To chyba celowy zabieg, by pokazać czytelnikowi, co jest tak naprawdę w  naszym życiu najistotniejsze i uświadomić, że czasem nie da się nigdzie ukryć się przed wspomnieniami i samym sobą.


"Ukryć się przed sobą" Hanna Gałgańska
Warszawska Firma Wydawnicza
Warszawa 2015
s. 196

środa, 26 sierpnia 2015

Życie z drugiej ręki - Anna Grzyb

Zapowiedź ksiązki
Premiera 7 września 2015r. 
Wydawnictwo Szara Godzina

Autorkę książki, Annę Grzyb, znam z Facebooka. Niezwykle skromna i ciepła kobieta, matka, żona, blogerka a teraz również autorka. Jej blog PISANINKA śledzę od jakiegoś czasu i Wam równiez polecam. Zamieszcza w nim fantastycznie napisane recenzje, promując polskich autorów, przeprowadza wywiady, konkursy itp. To blog po brzegi wypełniony literaturą. Dzieki niemu poznałam wiele świetnych nazwisk i bardzo ciekawych tytułów.
7 września ma miejsce premiera  debiutanckiej książki Anny Grzyb. To opowieść o zwykłej kobiecie, których wiele na naszych ulicach. Anita prowadzi monotonne i uporządkowane życie. Do momentu, gdy na jej drodze staje Joanna. 

"Do tej pory Anita nie zastanawiała się, czy jest naprawdę szczęśliwa. Żyje z dnia na dzień, wychowując dwie córki i borykając się z coraz bardziej odległym jej mężem. Ma jednak dosyć rutyny i monotonii. Marzy o znalezieniu pracy i uwolnieniu się od toksycznej przeszłości. I właśnie wtedy poznaje Joannę, która wpada na pomysł wspólnego biznesu.
Czy życie Anity jest aż tak beznadziejne, jak jej się wydaje? Jak długą drogę musi przejść i jak wiele rodzinnych tajemnic poznać, by wreszcie zrozumieć, co tak naprawdę ma w jej życiu największe znaczenie? 
Życie z drugiej ręki to poruszający debiut przedstawiający rodzinną historię rozgrywającą się w scenerii prowincjonalnego miasteczka, opowieść o kobiecie zagubionej, która usilnie szuka swego miejsca w życiu" (rekomendacja z portalu lubimyczytac.pl)

Polecam - książka zapowiada się inetersująco!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Droga do domu

Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest: wsiąść do samochodu z przypadkowo spotkanymi osobami, zostawić wszystko za soba i uciec, od problemów, szarej rzeczywistości, szukając lepszego świata nawet na jego końcu? Czy to możliwe w normalnym życiu? Czy da się, ot tak po prostu, uciec, by zapomnieć i odzyskać spokój?
Pięć kobiet w bardzo różnym wieku i mały chłopiec. Pięć bohaterek, każda z bagażem doświadczeń życiowych, każda zraniona uczuciowo. Panie spotykają się przypadkowo, kupują starego busa i postanawiają wyjechać. Przed siebie, byle daleko od trosk i mrocznych cieni przeszłości. Różne emocje, różne charaktery, różne oczekiwania. I mały Krzyś - cementujący wszystko syn Alicji, który ciepłą rączką, namalowanym przez siebie rysunkiem i słowami "uśmiechnij się, nie bądź taka smutna" rozwiązuje problemy, pozwala zapomniec i wywołuje uśmiech na twarzy bohaterek.
Opowieść - bajka o rzeczy niemożliwej do spełnienia w realnym świecie. Gabriela Garnaś snuje tę bajkę zabierając nas w podróż do uczuciowego wnętrza każdej z bohaterek. Pozwala zrozumieć ich rozterki i decyzje. 
Książka budząca wiele emocji, porusza struny uczuć, pokazując ile w świecie bardzo osobistych tragedii, jak trudno się uporać ze wspomnieniami i poczuciem winy. Ale i denerwuje, gdy czyta się, jak trudno czasem człowiekowi wyjść naprzeciw uczuciu, zaufać, otworzyć się, pozwolić pokochać.
Opowieść o poszukiwaniu swojego szczęścia i domu rodzinnego. Uczy trudnej sztuki wybaczania, uzmysławia, że każdy ma prawo do szczęścia i mimo przeciwności losu powinien szukać drogi do niego. A szczęście i dom to zawsze druga osoba, zwykła, niekoniecznie taka idealna, z całym bagażem wad i zalet.
Szkoda, że ta bajka nie jest taka łatwa do przeniesienia do rzeczywistości. Jak prosto byłoby "wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet..." zdystansować się i spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Ale wtedy nie byłoby takich bajek:)

"Droga do domu" Gabriela Gargaś
Wydawnictwo Filia
Poznań 2015
s. 423

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Zaplątana miłość

Tamara Sokołowska jest specjalistką od pijaru. Wykonuje  swoje kolejne zadanie zawodowe - promocję kandydata na wójta - gdy jej spokój burzy jeden  z uczestników. To jedno wypowiedziane pod adresem bohaterki zdanie skomplikuje cały jej dotychczasowy porządek i utkwi zadrą w sercu, i nie pozwoli zapomnieć.
Marysia, córka Tamary, jest uczennicą średniej szkoły, liceum o bardzo wysokich wymaganiach. Dziewczyna uczy się, by coś osiągnąć, ale nadmiar szkolnych obowiązków zaczyna ją przytłaczać. Nastolatka marzy o "lepszym życiu" - markowych ciuchach, przyjaciółkach, imprezach i randce z przystojnym chłopakiem. Zaczyna sprawiać kłopoty wychowawcze buntując się przeciwko matce i wszystkiemu, co ją otacza.
Ewa Dobosz to emerytowana doktor nauk medycznych, dystyngowana pani, matka Tamary. Między kobietami panują raczej poprawne stosunki, chłodne, bez emocji.
Róża Marciszowa to stara mieszkanka wsi Borowa. Mieszka samotnie, skrywając mroczną tajemnicę. Pewnego razu do jej domu trafia Tamara i już pozostaje w życiu starej kobiety....
"Zaplątana miłość" to równie jak tytuł skomplikowana opowieść o trudnych uczuciach. O miłości matczynej, trudnej i raczej poprawnej niż ciepłej. O miłości córki do matki - o miłości dwóch pokoleń córek i matek. Trudna i poplątana to miłość, nie pozwalająca się zrozumieć i przytulić, każąca szukać pocieszenia, gdzie indziej. 
Jak splotą się losy Tamary z babcią Marciszową? Jaką tajemnicę skrywa Ewa Dobosz? Czy Marysia odnajdzie swoją miłość i swoje miejsce w życiu? Czy kobiety posłuchają mądrych słów starej Marciszowej?:"Tylko poplątała się wam ta miłość. Jak ta włóczka (...) Tak czasami jest. A jak się poplącze to trzeba postępować uważnie i delikatnie. Można szarpnąć, ale wtedy się zerwie. Lepiej rozplatać."
Niezwykle ciepła opowieść o ludzkim zagubieniu, o trudnym matczynym uczuciu. I o prostej życiowej mądrości. Nie trzeba być wykształconym, by zrozumieć, co w życiu najważniejsze. Róża Marciszowa jest tego dowodem, takim przewodnikiem i wsparciem dla każdej z bohaterek. Ta kobieta, odrzucona przez najbliższych podaje nam piękną i mądrą prawdę o ludzkim uczuciu. I dodatkowo uzupełnioną cudnym lekarstwem - konfiturą na fiołki, która naprawdę leczy wszystkie rozterki i smuteczki. 

"Zaplątana miłość" Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo Czwarta Strona
Poznań 2015
s. 338

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Tajemnica Domu Helclów

Kto z Was wie co to jest nakastlik? Albo co to znaczy antyszmbrować lub prebendariuszka? Takich i innych słownych perełek znajduje się w tej książce wiele. Bo też cała napisana jest w stylu XIX-wiecznego klimatu Krakowa, wszystko jest z tamtego czasu: panujące zwyczaje, moda, słownictwo itp.
"Tajemnica Domu Helclów" - bo o niej mowa - to książka jakich niewiele na rynku wydawniczym. Po pierwsze, ze względu na styl literacki. Po drugie, na autorkę a właściwie autorów - dwóch panów ukrywających się pod zgrabnym nazwiskiem Maryla Szymiczkowa (a ostatnio czytałam, że podobno facetom jest łatwiej wydać książkę:)).
Profesorowa Zofia Szczupaczyńska to bardzo zabiegana osoba, wzorowa pani domu i żona profesora medycyny wykładającego w Uniwersytecie Jagiellońskim. Zakupy, pilnowanie co rusz nowej służącej, która nie zawsze zrobi wszystko "po myśli", jakieś drobne robóki ręczne i rozmowy z mężem, Ignacym to właściwie cały jej świat. I jeszcze plotki i działalność charytatywna... Kobieta nudzi się w tym "targowisku próżności", gdzie wszystko trzeba "robić na pokaz" a wiele "nie wypada". Pewnego dnia jednak odkrywa w sobie cechy detektywa i wzorując sie na czytanych namiętnie kryminałach postanawia przeprowadzić śledztwo. W Domu Helclów dochodzi bowiem do kilku tajemniczych zgonów i zaginięcia. 
Nasza bohaterka zaczyna drążyć, umiejętnie maskując swoje poczynania przed mężem i resztą towarzystwa. Ten dziewiętnastowieczny Sherlock Holmes w spódnicy swoim dochodzeniem ośmiesza działania policji i doprowadza do zmiany w śledztwie przyczyniając sie do rozwikłania zagadek. W jaki sposób? Jak do tego dochodzi? I jaki udział ma w tym służąca Franciszka? O tym juz nie powiem, poszukajcie odpowiedzi na kartach książki, bo warto...
Ta książka to kryminał w stylu retro a jednocześnie pastisz literacki. Maryla Szymiczkowa przenosi nas do świata moralności pani Dulskiej. Bohaterka przypomina ją pod każdym względem i w każdej sytuacji. Przede wszystkim swoim zachowaniem i chęcią, za wszelką cenę, dorównania najznakomitszym tego miasta. Jednak, mimo licznych wad, ukrytych i wyszydzanych między wierszami, to bohaterka bardzo sympatyczna i sprawiedliwa w swoim postępowaniu. 
"Tajemnicę Domu Helclów", mimo specyficznego słownictwa, czyta się niezwykle sympatycznie, z dużym poczuciem humoru. Mam wrażenie, że autorzy świetnie bawili się pisząc tę książkę i taką samą zabawę literacką zafundowali nam, czytelnikom. Ja, poproszę o więcej:)